Archiwum z Maj 2010

O kopaniu grobów, problemach, jakie PiS ma sam ze sobą, oraz o tym, dlaczego nie idzie na całość tak jak Palikot, Pardon rozmawia z Tadeuszem Cymańskim, posłem PiS.

Panie pośle, która praca dostarcza więcej stresów: polityka czy grabarza?
Polityka.


Czemu?
Polityk zmaga się ze stresami na co dzień. A w pracy
grabarza jest właściwie tylko jeden ekstremalny moment: zetknięcie się z płaczącymi żałobnikami, czyli moment chowania zmarłego. Nigdy nie przeszedłem nad tym do porządku dziennego, to zawsze było przykre. Samo kopanie to nic takiego, na dodatek było bardzo opłacalne i w tym sensie atrakcyjne.


Atrakcyjne?
Tak! Za jeden grób otrzymywałem tyle pieniędzy, ile za rozładunek 20-tonowego wagonu z cementem. A taki grób na miejscu starego grobu, gdzie już nie trzeba nic więcej wykopywać, kopie się w granicach godziny.


Długo Pan pracował na cmentarzu?
Kilka lat.


No to nabrał Pan doświadczenia i teraz może Pan sprawnie kopać polityczne groby.
Ale ja nie chcę. Grabarze to wbrew pozorom bardzo łagodni ludzie. Teraz to już skomercjalizowało, ale dawniej to było prawdziwe rzemiosło, sztuka. Oczywiście ta praca był w pohańbieniu społecznym, ale ja wykonywałem wiele zawodów, żadnej pracy się nie boję.


Czemu Pan nie chce kopać politycznych grobów? Takiemu Palikotowi na przykład, nie wykopałby Pan?
Nie. Nasz brat Janusz się zagubił, biedaczek, i trzeba go po prostu napominać. Bardzo mi się podoba komentarz Ryszarda Bugaja, który powiedział, że pan poseł powinien się opamiętać. Bo on to robi rozmyślnie. To nie jest człowiek szalony, on sobie po prostu taką formę wymyślił. Powinien mieć jednak świadomość, że są granice. Ja też jestem trochę jajcarzem, ale się hamuję.


Dlaczego?
Trochę dlatego, że wymusza to prezes Kaczyński i partia, która nie pozwala na daleko idące wyskoki. Natomiast Palikot ma otwartą granicę. Te ostatnie pozory były wymuszone przez opinię publiczną, a nie przez to, że się Platforma zgorszyła.


Przez opinię publiczną? Ależ opinia publiczna go uwielbia! Jego rozpoznawalność jako polityka sięga teraz blisko 100%, do tego ma grono wiernych fanów, którzy pójdą za nim wszędzie. Tymczasem PiS, choć nie gorszy opinii publicznej, coraz bardziej się stacza w polityczny niebyt.
To jest zjawisko, które da się wytłumaczyć. Przede wszystkim ostatnio nie mamy wielu nowych inicjatyw. Ale efekty daje też ta konsekwentna akcja PR-owska, utrzymywanie wizerunku negatywnego PiS-u. To nie Platforma jest taka doskonała, ten problem tkwi też w nas. Dlatego mamy teraz kongres, będziemy podejmowali nowe inicjatywy, ocieplali wizerunek. Wydaje mi się, że PiS zdecydowanie za mało się uśmiecha.


Może to złe media nie pokazują, jak ładnie PiS się uśmiecha?
A to jest bardzo dobre pytanie. Zły świat naokoło, nagonka, wszystkie siły się sprzysięgły przeciw PiS-owi, wszyscy są winni, tylko nie my? A my? No właśnie. My też. Były różne błędy w kampanii, musimy zacząć sobie zadawać o nie pytania i otworzyć się na krytykę. Nam nie potrzeba pochwał, nam potrzeba życzliwej krytyki. Myślę, że ci, którzy PiS-owi tylko klaszczą, to nie są nasi najwięksi przyjaciele.


Nie boi się Pan, co będzie, jeśli prezes przypadkiem przeczyta te słowa?
Nie boję się Jarosława Kaczyńskiego. Prezes jest demonizowany w mediach. To prawda, że jest bardzo silnym przywódcą, przyzwyczajonym do potakiwania, akceptacji jego decyzji. Tacy ludzie zawsze są kontrowersyjni. Ale krytykę życzliwą, opartą na prawdzie i dobrej intencji zawsze przyjmiemy.


Ludwik Dorn jest przyjacielem PiS-u?
W tym fragmencie, kiedy ma na uwadze troskę o partię, o jej lepsze funkcjonowanie – tak. Ale już w tym fragmencie, kiedy kieruje się osobistymi, ambicjonalnymi pobudkami, kiedy przesadnie formułuje oceny co do osoby prezesa – już nie.


Skoro się Pan zgadza z wieloma jego słowami, to czemu nie sprzeciwił się Pan wyrzuceniu Dorna z partii?
Ja nie głosowałem za wyrzuceniem Ludwika Dorna i żałuję, że do tego doszło.


Zaraz, zaraz, no przecież Pan też mógł się sprzeciwić. Tymczasem wtedy padł tylko jeden głos sprzeciwu.
Widzi Pani, chodzi o to, że ja często jestem przeceniany. Jestem pieszczochem losu. Ludzie myślą, że znaczę więcej, niż naprawdę znaczę. Często występuję w mediach, ale nie z uwagi na funkcje – bo nie pełnię żadnych funkcji w partii. Nie ma mnie w ścisłym kierownictwie – ani w Komitecie Politycznym, ani w zarządzie partii. Więc nie głosowałem, moje ręce są czyste.


Funkcji żadnych co prawda Pan nie pełni, ale chyba i tak jest Panu w polityce bardzo dobrze. Wyobraża Pan sobie życie bez polityki? Co by było, gdyby…
Prawdopodobnie byłbym zwykłym pracownikiem BGŻ. Przepracowałem w banku 10 lat i gdybym nie zmienił zawodu, to byłbym teraz pewnie kierownikiem wydziału albo nawet dyrektorem. Moja droga zawodowa się rozwijała i myślę, że rozwijałaby się dalej, gdybym nie odszedł.


W porównaniu z pracą posła brzmi to średnio ciekawie. A tak… Wywiady, autografy, szkolenia medialne. Nauczyli Was czegoś ci wszyscy spece od PR-u?
Myślę, że tak. To dla mnie bardzo ważne, bo dobra ocena medialności mojej osoby nie była pozbawiona kilku istotnych uwag. Ciężko jest zmieniać siebie, ale będę się starał poprawić to i owo.


Powiedzieli, żeby Pan przestał machać rękami?
To były uwagi związane z temperamentem. A poza tym podobno jestem zbyt naiwny jak na polityka. I romantyczny. Kusi mnie podejmowanie ryzykownych spraw. W polityce powinno się bezwzględnie punktować przeciwnika, a swoje chwalić. A ja nie zawsze tak robię, jestem za bardzo spontaniczny.


Takich problemów na pewno nie ma prezes Kaczyński. Czego w takim razie jego nauczyli?
Tego nie wiem. Sam też nie podejmę się oceny, co należy zmienić w prezesie – bo przyjemności mało, ryzyko duże. (śmiech) Trochę to mówię żartem, więc nawet jeśli by to doszło do jego uszu, to mi chyba wybaczy. Sam prezes powiedział, że nie było to łatwe, był poirytowany. I to jest chyba najlepszym komentarzem: on też musi zacząć nad sobą pracować.


Daleko mu do Tuska?
Jarosław Kaczyński jest bardziej autentyczny. To polityk, który mówi z głowy, od serca. Nigdy nie ma pisanych przemówień i choćby z tego powodu jest rasowym politykiem. Chór medialny, chór PR-owców może być bardzo skuteczny, ale on nigdy nie zastąpi autentyczności. Wyborca czuje w polityku charyzmę, a na tym polu przewaga Jarosława Kaczyńskiego nad Donaldem Tuskiem jest wyraźna.


Skoro już rozmawiamy o medialnej propagandzie – internauci pytają, kiedy zobaczą Pana w “Kawie na ławę”.
Wracam już w tę niedzielę. I drżę.


O, a czemu?
Nie wiem. Podoba mi się ten program, ale trochę się zastanawiam, bo komentarze, jakie otrzymuję po tym programie, są niewspółmierne w porównaniu do całej reszty. Nie ukrywam, że są one dla mnie wyjątkowo przychylne. Ale trochę się nad tym zastanawiam.


Ludzie chyba lubili Pana tam oglądać.
Tak, też mi się tak wydaje. Ten program jest specyficzny, ludzie mówią, że lubią mnie oglądać w duecie z Kaliszem, bo trochę jesteśmy jak Pat i Pataszon. Myślę, że sporo dzięki temu programowi zyskałem w sensie politycznym i medialnym. To jest rzecz nie do przecenienia.


Więc dobrze, że wracacie do TVN-u.
Oczywiście, ja się cieszę. Kiedyś co drugą niedzielę chodziłem do “Kawy na ławę” i jest to dla mnie wielka przyjemność, że mnie tam zapraszają. Bo w tym programie są same grube szychy. No i ja.


A czy Wasz powrót do TVN-u nie wiąże się z tym, że po przejęciu mediów przez byłych koalicjantów nie ma kto Was pokazywać?
Takie myślenie ma swoją logikę, ale czy tak było, to już muszą powiedzieć decydenci. Dla mnie to jest czasem wygodne, że nie muszę się tłumaczyć, czemu pewna decyzja zapadła. Zapadła i już.


Czyli Panu dobrze, że znów się Pan może prezentować w TVN-ie, ale nie interesuje Pana przyczyna takiego stanu rzeczy.
Proszę wybaczyć, dla mnie taka sytuacja ma swoje plusy. Dlaczego wracamy – to nie jest pytanie do mnie, ale do członków Komitetu Politycznego. To oni zdecydowali.


Chciał Pan tego bojkotu?
Nie, ja od początku byłem krytycznie nastawiony nie tylko do samego faktu bojkotu, ale także do sposobu jego wprowadzenia. Uważam, że bojkot powinien być przygotowany. W przypadku TVN-u sytuacja się nawarstwiała przed długi czas. Zresztą do dziś przecież się to nie zmieniło, a my jednak wracamy. Stąd też rozumiem takie kąśliwe pytania.


Czemu Pan nie promuje się w internecie, bloga nie pisze?
Teraz jest taka moda. Ja jej nie ulegam, bo żeby prowadzić blog, trzeba systematyczności.


A klika Pan czasem?
Owszem, zaglądam do internetu, ale nie czytam sam wszystkiego, bo jest tego za dużo. Otrzymuję wyselekcjonowane już materiały. Ale internautów lubię i nie gniewam się nawet za teksty, które nie nadają się do powtarzania.


Docenia Pan rolę tych wszystkich młodych ludzi, którzy to podobno tylko popijają piwko i przeglądają…
(Poseł przerywa) No nie, ja chciałbym przypomnieć, że prezes już za te słowa przeprosił. Elegancja wymaga, żeby do tego nie wracać.


Docenia Pan młodego wyborcę?
Oczywiście. To jest wyborca przyszłości.


Jaki jest sposób na takiego wyborcę i czy PiS go zna?
Szanować. Nie musimy za internautami przepadać – w większości i tak są za Platformą – ale musimy mieć odwagę zderzać się z nimi, rozmawiać, udzielać wywiadów portalom. Ja chętnie mogę odpowiadać na Wasze pytania, choćby i co trzy miesiące.


Po kongresie wszyscy będziecie tacy chętni? Zobaczymy nowy PiS w lutym?
Mam nadzieję, że po kongresie będzie zauważalna zmiana. Aczkolwiek rewolucji się nie spodziewam. My mamy swój program i prochu raczej nie wymyślimy. Nie będzie cudów, bo my nie mamy zwyczaju obiecywać ludziom cudów. Dyscyplina, konsekwencja, mądry kompromis – to są rzeczy, których dziś nam potrzeba. Sztuką w dzisiejszym świecie jest połączyć potrzeby modernizacyjne, rozwoju, wzrostu, a więc dość liberalną gospodarkę, z polityką solidarnego państwa. Bo kryzys to nie tylko firma, która się boi, czy sprzeda produkty, to nie tylko bank, który ma problemy z płynnością finansową, ale to również Kowalski, który martwi się, że za wodę w lutym zapłaci 30% więcej niż w styczniu.


Panie pośle, PiS i gospodarka? To nie jest połączenie, które brzmi najlepiej.
To bardzo nieuczciwa ocena. Platforma, która zjadła wszystkie rozumy, uprawia w polityce propagandę nieomylności. My mówimy wyraźnie: zaangażujmy środki publiczne w realizację inwestycji
infrastrukturalnych. Jesteśmy za to odsądzani od czci i wiary, jednemu, temu, którego nazwisko zaczyna się na P., przypomina to nawet chorobę weneryczną. Tymczasem cały świat tak robi. Mało tego, w historii tak bywało, że w momentach kryzysu państwo wchodziło na rynek, finansując duże projekty infrastrukturalne. Niemcy to robią, Obama to robi.


Obama jeszcze tego nie robi, a jeśli zacznie, to będzie pora zacząć się bać o Amerykę i resztę świata.
Obama już taki program zapowiedział, my też tego chcemy. Ale względy polityczne, szaleństwo antypisowskie powoduje, że z góry odrzuca się nasze pomysły.


Mnie to nie dziwi. Chcecie wszystko załatwiać rozdawnictwem, podczas gdy nasze państwo po prostu nie ma czego rozdawać. Nie stać nas.
Muszę zaprotestować. Na czym polega rozdawnictwo w naszych propozycjach? Finansowanie projektów infrastrukturalnych ze środków budżetowych nie może być uważane za rozdawnictwo.


A czy to przystaje do dzisiejszego modelu gospodarki? W czasach Roosevelta można tak było załatwić kryzys, bo wtedy przecież zupełnie inne sektory gospodarki miały znaczenie. PiS się zachowuje, jakbyśmy my dziś żyli w czasach Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych.
Dzisiaj w całej Europie i Stanach Zjednoczonych są angażowane pieniądze publiczne. Tak robi cały rozwinięty świat.


No właśnie. Rozwinięty świat jest już rozwinięty i bogaty – a my wciąż jesteśmy krajem na dorobku.
Ależ nam się całkiem nieźle powodzi. Na przykład poziom zadłużenia PKB jest wyższy i w Wielkiej Brytanii, i w Niemczech, i we Włoszech, i w innych krajach. Poza tym ekonomia nie jest nauką prostą, jest wiele teorii, są toczone spory. To nie ja, lecz profesor Orłowski powiedział, że deficyt nie jest święty i można dyskutować, ponieważ jest on u nas na bezpiecznym poziomie. Czy profesor Orłowski też jest pisowskim szaleńcem? Nienawiść antypisowska posunęła się tak daleko, że wszystko, co powiemy, jest negowane a priori, że nawet chamstwo jest usprawiedliwione. Amok hamuje właściwy osąd rzeczy. Protestuję, bo w naszym pakiecie stabilizacyjnym jest przynajmniej kilka sensownych propozycji, które nie są odkrywcze, ale nawiązują do rozwiązań już stosowanych w historii. Zobaczymy, co wymyśli Platforma. Poczekajmy.


Mówi Pan o gospodarce jak porządny lewicowiec.
Jeżeli ktoś to nazywa lewicowością, to mnie to nie przeszkadza. Prezydent został nazwany socjalistą w kampanii wyborczej i powiedział, że jeśli ochrona ludzi pracy i standardów socjalnych ma być tak nazwana, to on zaryzykuje. Ja się nie wstydzę nazw. Wstydzę się jedynie bezczynności i biedy, która ma miejsce.


Proszę mi w takim razie powiedzieć, co dobrego udało się Panu ostatnio zrobić w parlamencie dla zwykłych ludzi.
Ostatnio udało nam się przeprowadzić zmiany w kwestii funduszu alimentacyjnego. Ustawa, która weszła niedawno w życie, jest efektem długiej, żmudnej pracy, żeby po likwidacji funduszu stwarzać rozwiązania, dające pewne szanse dla kobiet i rodzin najbardziej poszkodowanych. To chyba najistotniejsza rzecz, jaką udało mi się w ostatnim czasie wypracować.


Czytelnicy pytają jeszcze, co się dzieje z zakazem palenia.
To projekt Komisji Zdrowia, ponadpartyjny, inspirowany przez środowiska lekarskie. Podpisały się pod nim wszystkie partie. Teraz już pracujemy nad nim w Komisji Zdrowia i jego wejście w życie jest kwestią niedługiego czasu.


Wiadomo już, jakie obostrzenia będzie ta ustawa zawierać?
Ta ustawa rozszerza skalę ochrony przed dymem. Zrezygnowaliśmy już z zakazu palenia w samochodach, bo to budziło największą niechęć. Natomiast wielu ludzi domaga się, abyśmy zakazali palić na klatkach schodowych i w windach. To faktycznie jest prawdziwe przekleństwo, więc myślę, że weźmiemy to pod uwagę. Chciałbym podkreślić, że Polska tą ustawą tylko dołącza jako jedna z ostatnich do najbardziej nowoczesnych państw. To kontrowersyjny projekt, bo uderza w sferę wolności, a przynajmniej tak może być odczytywane. Ale zdrowie i czyste powietrze to rzeczy tak silne i piękne, że się gromów nie obawiam.


Ja bym się jednak obawiała, bo sprzeciw jest spory.
Ogromna większość maili, jakie otrzymuję w tej sprawie, to są głosy poparcia. Panie pośle, jestem przeciwnikiem PiS-u i Pana, ale w tej sprawie ma Pan moje pełne poparcie – piszą do mnie. My wciąż nie zdecydowaliśmy, w jakich dokładnie miejscach będzie obowiązywał zakaz, i bardzo proszę o głosy w tej sprawie. Jestem przekonany, że taki zakaz będzie mieć pozytywne efekty, bo tak się stało we wszystkich krajach, w których go wprowadzono. Na przykład we Włoszech sprzedaż tytoniu spadła o 11% przez trzy lata.


Są głosy, że Pan się zajmuje tą ustawą z gorliwością neofity i robi to bardziej dla siebie niż dla innych.
Jeśli Pani chce, mogę tu zaraz zapalić, żeby przekonać, że neofitą nie jestem. Na pytanie “Jak długo Pan już nie pali?” odpowiadam zawsze, że jeszcze rok nie minął. Zmagam się z tym nałogiem, ale nie jestem nawiedzony. Wiem, o czym mówię, bo wiem, jaką namiętnością jest palenie. W tym miejscu chciałbym też pozdrowić wszystkich palaczy i podziękować za to, że w sondażach wśród palaczy poparcie dla tej ustawy wynosi aż 56%. Jestem przekonany, że również w parlamencie to przejdzie bez problemu.


Kiedy możemy się spodziewać efektów w postaci gotowej ustawy?
Myślę, że jeszcze przed latem tego roku. Ale to będzie zależeć jeszcze od marszałka.


Pan nam tu chce wolność odbierać, tymczasem naród i tak uważa Pana za jednego z najbardziej rozrywkowych ludzi w parlamencie.
Na imprezy chodzę rzadko, ale towarzystwo bardzo lubię. Lubię rozmawiać, śpiewać, opowiadać kawały. Jestem człowiekiem otwartym na innych, tolerancyjnym. Umiem się cieszyć z małych rzeczy, choćby dlatego że zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej. Życie jest niesamowite, dlatego nie ma powodu, żeby się nie cieszyć z wszystkiego, co przynosi. Co nie oznacza, że nie mam problemów. Mam. Jak każdy.


Nie ciąży Panu wizerunek medialnego eksperta od wszystkiego, którego widzowie oglądają, bo jest sympatyczny i umie ładnie mówić?
Ciąży. Nie jestem erudytą, nie jestem ekspertem ani specjalistą, z wykształcenia jestem ekonomistą i mam taką wiedzę ekonomiczną, jaką można mieć po studiach. Nigdy nie byłem tak bezczelny, żeby twierdzić, że na czymś się doskonale znam. Jestem proszony o wypowiedzi na różne tematy. Jeżeli mówię, że na czymś się nie znam, jest to przyjmowane przez dziennikarzy z niechęcią. Bywały sytuacje, że próbowałem zachęcić, aby zaprosili kogo innego do jakiegoś programu z ekspertami. Ale oni woleli mnie.


To dobrze świadczy o mediach?
To dowodzi, że media są bardzo komercyjne. Aspekt widowiskowości bierze górę, a ja byłbym człowiekiem obłudnym, gdybym udawał wielkiego mędrca. Nie jestem mędrcem, ale każdy orze jak może. Więc jeśli chcą mnie oglądać w telewizji, to proszę bardzo.


Dziękuję za rozmowę

O polityce i szachach mówił w programie E-MISJA w INTERIA.TV poseł PiS i jeden z najlepszych szachistów w Sejmie: Tadeusz Cymański.


Szachy są dla mnie jak muzyka, jak kawa – przyznał poseł Cymański. – W Sejmie jest kilku szachistów, Borowski, Pawlak. Szachy są metaforą życia – powiedział polityk PiS, który miał okazję w grze symultanicznej pokonać samego mistrza świata Anatolija Karpowa.

Podczas rozmowy ze znanym z niekonwencjonalnych cytatów politykiem, nie mogło zabraknąć tego typu szachowych powiedzeń: “jeśli masz dobry ruch, nie wykonuj go, zastanów się, czy nie masz lepszego”.

- Szachy i polityka to zawsze nie tylko gra, ale sztuka. Różnica polega na tym, że w szachach się robi błędy, ale jawnie, czysto, elegancko. W polityce jest brudno, często – tak jak w przypadku debat – decyduje wrażenie, a nie program – podkreślił Tadeusz Cymański.


Jaki jest nastawienie posła Cymańskiego do świata?

- W świecie nie ma idealnych ludzi, ale jest takie powiedzenie: grzechem się brzydź, grzesznika miłuj. Nawet w sercu zbrodniarza jest zakątek, gdzie rosną kwiaty – stwierdził Cymański.

- PiS-owi przypisuje się niecnie, że widzimy samo zło, a to nie jest prawda. Nie zgadzam się, że u nas nie ma optymizmu i ciepłego spojrzenia na świat. Po prostu umiemy nazwać rzeczy po imieniu.


Co zrobi PiS po wyborach?

- Najważniejsze to kontynuacja tego kierunku polityki gospodarczej, gdzie jest boom i społecznej. Zachęcamy do udziału w wyborach. Jeśli ludzie rozsądnie spojrzą na programy, to o wynik wyborów jestem spokojny – powiedział poseł PiS.

Wśród wielu pytań do polityka znalazł się temat dzieci. Jak się okazało jest to temat niezwykle ważny dla naszego gościa. – Życie ludzkie jest fascynujące, świat nie przestaje być piękny, a problem dzieciństwa ma ogromne znaczenie – powiedział Cymański.

- Dlatego ważne jest nie to, by starać się o urlop macierzyński, trzeba się o niego bić. Dziwię się, że w Sejmie o te dodatkowe dwa, cztery tygodnie macierzyńskiego trzeba było tak walczyć. Jeżeli w Sejmie wszyscy patrzyliby na świat przez pryzmat dzieci, to ten świat byłby piękny. Szczęśliwe dzieciństwo, bez nędzy, bez przemocy, to skarb na całe życie, akumulator. Rany w dzieciństwie kładą się cieniem na całe życie – podkreślił poseł.


Podsumowując skromny polityk przyznał, że nigdy nie marzył o byciu członkiem rządu.

- Cieszę się z drobnych rzeczy. Bardzo mnie cieszy nawet to zaproszenie do Interii. Cieszę się z życia. Jeszcze nie jesteśmy za starzy – powiedział Tadeusz Cymański.

18.10.2007
Źródło: INTERIA.pl

Zwyciężyła małość i interesik polityczny. Bronisław Komorowski otrzymał władzę w wyniku śmierci prezydenta i powinien był uszanować wolę tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego – ocenił decyzję Komorowskiego o podpisaniu ustawy o IPN Tadeusz Cymański z PiS.


- Decyzja jest przemyślana, ja w to wierzę. Ale fatalna – powiedział Cymański, z którym zgadza się kandydat na prezydenta Marek Jurek. Jurek ocenił, że podpisanie ustawy było zabiegiem politycznym “adresowanym do pozyskania opinii publicznej”.


Cymański nie kwestionuje prawa Komorowskiego do swobodnej decyzji względem ustawy, ale zwraca uwagę, że przyzwoitość nakazywałaby, jego zdaniem, odesłać ustawę do TK. – To nie jest w konstytucjach i kodeksach. Uszanowanie woli zmarłego nawet przez przeciwników byłoby przyjęte ze zrozumieniem. Sama laudacja nad trumną to nie wszystko – nie krył rozgoryczenia Cymański.


Źródło: tvn24